Ballada o Czarnej Śmierci

 

  1. Stara oberża pod gwiazdą modrą
    Podła jak nałóg, stęchła jak szczyn
    Gościła wielu, i wielu mogło
    Pijąc zapomnieć, że muszą żyć
    Razu pewnego z drogi dalekiej
    Przybył tu pielgrzym, co oczy miał
    Czarne, głębokie mrokiem studziennym
    Kostur mu w ręku kościstym drżał
  2. ref.
    Daj dori dol, daj dori del
    Choćbyś się ukrył, nie ujdziesz jej
    Daj dori dol, kosi jednako
    Mieszczan, rycerzy, chłopstwo i kler

  3. Masz ci polewkę, zbożny pątniku
    Rzekł dobry karczmarz, i nagle zbladł
    Bo czarne oczy to oczodoły
    Z policzków sączy się trupi jad
    Wrzasnęła ciżba "Śmierć w miasta murach!
    Wygnać ją wygnać, niech idzie precz"
    I kilku mieszczan szarpie pielgrzyma
    A paru knechtów chwyta za miecz
  4. Gdy zwlekł się z bruku, swą rękę chudą
    Uniósł ku murom, i tak jak stał
    Nieme przekleństwo rzucił na kasztel
    Przerwać mu każdy z mieszczan się bał
    Din diridin, biją dzwony na trwogę
    W domach wieczorem podniósł się płacz
    Kiedy ta pani poprzez gród kroczy
    Wij się na ziemi z bólu i charcz
  5. Z prawej jej strony anioł polata
    I płacze cicho, a z lewej czart
    Ona ponura, w rozwianych szatach
    Gasi istanienia płynąc przez świat
    Wrzućcie na wozy swoich umarłych
    Rogi bawole palcie i sierść
    Chustami z octem usta zatkajcie
    Może oszczędzi was czarna śmierć

utwór autorstwa zespołu GreenWood: posłuchaj

Komentarze